Wciśnij Enter, by zobaczyć wyniki albo Esc, by anulować.

Historia Zdalnego Ninjy Artura

Cześć,

Tak, tam w tle to Akropol. Ten w Atenach. Nie pamiętam, czy tego dnia był wtorek, czy środa. A może poniedziałek?

Od pewnego momentu wszystkie moje rozmowy ze znajomymi zaczynają się od: “A gdzie Ty teraz jesteś?”. Zdecydowaną większość czasu jestem w Polsce, ale gdy nie musisz przychodzić do biura, jakoś się tak składa, że wyjazdy same wpadają do kalendarza.
Gdy wszystko, czego potrzebujesz to laptop i w miarę przyzwoity internet, podział na dzień pracy i wolne przestaje mieć jakikolwiek wpływ na Twoje plany wyjazdowe.
Nie, przepraszam, kłamię. Zdecydowanie nie chcesz być wyganiany z biblioteki w Paryżu w trakcie rozmowy z klientem, której nie możesz przerwać. Ale to inna historia.

Praca zdalna przychodzi mi bardzo naturalnie. Moja narzeczona twierdzi, że aż za dobrze. Ma rację – nie zamieniłbym tego układu na żaden inny. Od czasów dzieciństwa nie trawiłem bezsensownych nakazów (i zapięć w foteliku dziecięcym) i miałem wstręt do siedzenia w biurze. Trochę niesłusznie, ale o tym za chwilę.

Akt 1. Własna firma

Drogę do budowania życia na własnych zasadach postanowiłem rozpocząć z przytupem.
Jako ambitny 17-latek przeczytałem kilka książek, dowiedziałem się wszystkiego i założyłem własną firmę. Przecież to proste.

Przez parę lat budowałem strony internetowe na zamówienie, zarabiając właściwie grosze. Potem wypłynąłem na szersze wody oceanu marketingu internetowego.
Wraz z kolegą założyliśmy agencję interaktywną netivo.pl (która lepiej sobie radzi beze mnie, polecam). Zajmowałem się SEO, promocją na Facebooku, nowymi stronami i sklepami internetowymi. Rysowało się to jako świetlana przyszłość przedstawiona w spocie promocyjnym uczelni wyższej.

Jednak większość czasu spędzałem na pilnowaniu formalności, negocjacjach i wrzucaniu tego, czy owego na profile społecznościowe klientów. W roku 2010 wiele firm radziło sobie coraz gorzej, a terminy płatności naszych faktur wydłużały się o kolejne miesiące.

Miałem tego dość.

Z pomocą przyszli mi dwaj sensejowie.

Jakość Twoich pytań to jakość Twojego życia.

– Tony Robbins.

Ok, to brzmi sensownie. Jak nie będę się zastanawiał nad tym, co robię, ani jaką drogą idę, to będzie mną kierował przypadek, a nie kierunek. Aby wiedzieć cokolwiek, muszę przecież zadać pytanie – jeśli nie komuś, to sobie.
Jakie najsensowniejsze pytanie mogę sobie zadać teraz?
Z pomocą przyszedł mi drugi po Tonym Robbinsie guru samorozwoju.

Co lubisz w życiu robić?

– Laska z „Chłopaki nie płaczą”

Czemu zacząłem robić strony internetowe? Czemu byłem w tym dobry, a teraz już nie jestem tak zadowolony z tego, czym się zajmuję?

Lubię tworzyć nowe rzeczy. Lubię budować, konstruować, wymyślać architekturę i rozwiązywać techniczne problemy i jestem w tym naprawdę dobry.
Cała ta bieganina z klientami, przypominanie o fakturach, czy próba promocji produktu, w który nie wierzę, była dla mnie niesamowicie wyczerpująca. Dodatkowo – byłem w tym jednak kiepski. (Teraz, gdy widzę działalność Michała, to dostrzegam jak bardzo .)

Najbardziej dobijało mnie to, że miałem z niektórymi klientami 3-tygodniowe deliberacje nad stopką strony internetowej, którą potem obejrzało tylko 20 osób w czasie miesiąca, bo uznali że promocją zajmą się sami.

Najsensowniejsze więc wydawało się… korpo .

Tak, wiem, słowo wzbudzające postrach porównywalny z bułką pełną glutenu. Niczym czarna wołga kariery zawodowej porywa tych, którzy nie radzą sobie nigdzie indziej.
Czułem poczucie porażki, rezygnując z wolności, niezależności i elastyczności układania każdego dnia tak, jak ja sobie tego życzę.

Miałem na tyle szczęścia (a może oleju w głowie ?), by zastanowić się, czy korpo faktycznie jest tak straszne, jak mi się wydaje. Rozmawiałem szczerze z kilkoma kolegami od lat pracującymi w większych firmach i okazało się, że:

  • Pracują nad produktami, które ludzie znają. Ich praca wpływa na życie tysięcy ludzi,
  • Zarabiają dużo więcej ode mnie i więcej niż ja w realnej perspektywie mam szansę „wyciągnąć” z działalności,
  • Mają znacznie więcej wolnego czasu. Nie muszą każdej chwili poświęcać na paniczne działania związane z nowym życzeniem klienta,
  • W pracy są dość zrelaksowani,
  • Jeżdżą w podróże służbowe w fajne miejsca,
  • Mają multisporty, ładne biura i inne benefity, które w tamtych czasach znaliśmy tylko z seriali TVNu.

Dobra, niech będzie. Trudno, będę zarabiał 3x więcej, siedział w drogim fotelu, korzystał z multisporta i kręcił się bez celu niczym trybik w maszynie. W najgorszym wypadku zrezygnuję.

Akt 2. Korpo

Dziękuję Ci Arturze z przeszłości!
Czy wiesz, że przynoszą nam owoce do biura i mamy godzinną przerwę lunchową? Wykorzystuję ją, chodząc na basen za darmo, bo mam multisporta. W dodatku 2 tygodnie od zatrudnienia zostałem wysłany do Korei w podróż służbową, bo zespół na miejscu potrzebował pomocy w projekcie, który miał wejść na rynek lada dzień.

Trafiłem do pewnej koreańskiej firmy, której nazwa zaczyna się na S.
I kończy na amsung.
Może nawet słyszałeś o jej/naszych produktach?

W tym momencie mojego życia to był strzał w dziesiątkę. Z perspektywy czasu widzę, że tamto doświadczenie było mi potrzebne, by poznać wiele dobrych praktyk, mądrych ludzi i zaznać spokoju, którego mi brakowało, gdy prowadziłem własną działalność.

Ale oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie musiał zakombinować (prawdziwy ze mnie Polak pod tym względem). Jako, że właśnie kończyłem studia, zatrudniłem się na 4/5 etatu i jakoś nigdy nie przeszedłem na pełną umowę. To była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem, bo zapewniła mi ogromną wolność i elastyczność. Każdy mój tydzień miał długi weekend.

Dzięki budżetowaniu tymi dniami pojechałem do USA na 53 dni. Urlop na prawie dwa miesiące to nie jest typowa sprawa, a mimo to korporacja okazała się nawet elastyczna.
Udało mi się także wprowadzić inicjatywę szerzącą innowacje oraz przeprowadziłem cykl wewnętrznych szkoleń. Bardzo chciałem użyć mojego dyplomu magistra Psychologii Społecznej i tu też okazało się, że się da.

Wyniosłem stamtąd niesamowicie cenną lekcję: w każdej organizacji większość ludzi patrzy na innych i pilnuje się, by nie odstawać negatywnie od reszty. Starają się przestrzegać pisanych i niepisanych reguł w firmie i generalnie nie wychylać.

Ale wiele tych niepisanych reguł nie ma żadnych podstaw. Ludzie będą Ci mówili, że się nie da, ale warto to sprawdzić. Warto próbować przekonać Twojego szefa.
Ja miałem tyle szczęścia, że w mojej korporacyjnej karierze trafiłem na naprawdę fajnego przełożonego (Pozdrawiam Błażej!).

Czy znasz eksperyment z małpami Harlowa?

Badacze umieścili 5 małp w pomieszczeniu. Wstawili tam drabinę, a na jej szczycie były banany.

Za każdym razem, jak małpa wchodziła po drabinie, spryskiwali wszystkie małpy lodowatą wodą, więc nauczyły się nie wchodzić.

Ale potem, jedna po drugiej „wymieniali” małpy na takie, które nie znały tej lekcji. Te nowe oczywiście wchodziły po drabinie, ale poprzednie je ściągały, bojąc się wody.

Badacze nie musieli już pryskać wodą. Wymienili wszystkie małpy na takie, które nigdy nie oberwały lodowatą wodą, bo pozostałe przekazywały lekcję, że „nie wolno wchodzić po drabinie”. Mimo że woda była dawno odłączona.

Nie bądź małpą, myśl za siebie. Da się nawet w korpo.

Mimo że były sposoby nawigowania po burzliwych wodach biurokracji w dużej firmie, zdarzały się i mielizny nie do pokonania. Jednym z tematów przeprowadzonych w fatalny sposób była praca zdalna. Za tamtych czasów firma miała 4 biura: w Warszawie, Poznaniu, Łodzi i Krakowie. Nasz zespół był podzielony między Warszawę i Poznań.

Tak się złożyło, że my, „Senior developerzy” byliśmy w Warszawie, a „Juniorzy” w Poznaniu. Miałem przyjemność bycia architektem rozwiązania, nad którym pracowaliśmy w tym zespole, więc często starałem się tłumaczyć kolegom z zachodu, co mają zrobić.

Oni naprawdę chcieli dobrze i byli świetnymi programistami.

Jak możesz przeczytać w artykule „Pułapki zarządzania zespołem częściowo zdalnym”, taka sytuacja nie jest najlepsza. Ludzie w „centrali” zawsze będą mieli lepszy kontakt z tymi „pod ręką”, a „remote office” będzie miało wspólny język ze sobą. Tworzy się konflikt i napięcie na linii my-oni. Nawet, jak robisz wszystko, żeby się zintegrować, to nie wygrasz z ludzką naturą.

Praca zdalna działa perfekcyjnie, gdy wszyscy mają takie same szanse i dostęp do informacji. Nie dokumentowaliśmy w systemach wszystkiego tak, jak powinniśmy, a ustne ustalenia gubiły się. Dodatkowo, firma miała skomplikowaną politykę „security” i nie mogliśmy używać wielu narzędzi, które by tę sytuację załagodziły.

Nie byliśmy jedynym zespołem, który tego nie robił idealnie. Problemy stały się widoczne nawet dla naszych klientów, a pewnego dnia z Korei przyszło zarządzenie, że wszystkie biura mają być przeniesione do Warszawy. Za 2 tygodnie.

To był powód mojej rezygnacji z pracy.

Kazali nam przeprowadzić się 400 km w ciągu 2 tygodni. Poczułem, że nie tak wyglądają partnerskie relacje.

Akt 3. Praca zdalna

Na tym etapie byłem świadom, że chcę pracować nad produktami, których używają setki lub tysiące ludzi. Chciałem rozumieć potrzeby odbiorcy, móc podejść do osoby na ulicy i spytać, co myśli o tym rozwiązaniu. Chciałem móc polecić produkt mojej firmy znajomemu w dobrej wierze, że to jest najlepsze rozwiązanie na rynku.

Takie produkty widziałem za granicą.

Moim marzeniem było zatrudnienie się w Evernote – firmie tworzącej notatnik elektroniczny, w którym piszę tego posta. (Jestem jej takim fanem, że napisałem o niej artykuł w czasopiśmie naukowym).

Facebook, Google czy inne „Unicorny” – to był temat, o którym się rozmawiało w świecie IT.

Pracując dla Polskiego oddziału firmy międzynarodowej, miałem poczucie bycia tanią siłą roboczą. To nie ja decydowałem o tym, jak produkt ma wyglądać, jak można usprawnić UX i, że może warto dodać tę czy inną funkcjonalność.

Chciałem być w centrum wydarzeń. Chciałem pracować w firmie, o której piszą na Hacker News, Wired i innych branżowych wydawnictwach i chciałem wiedzieć, jak to jest pracować z najlepszymi z całego świata.

Jednocześnie miałem problem. Po śmierci mojego Taty, to ja musiałem pomagać mojej Mamie i Dziadkom w sprawach, z którymi nie mogli sobie poradzić. Wiem, że moje życie jest moim życiem, ale czy potrzeba w nim rezygnowania z kontaktów rodzinnych? Przecież nie będę przylatywał z Kaliforni częściej niż raz na pół roku.

A może by tak zdalnie?

Pracą zdalną zainteresowałem się ze względu na możliwość podróży. Faktycznie ten aspekt wygląda najlepiej w artykułach, szczególnie tych, które się czyta z tyłkiem przyspawanym do fotela w pracy. Najbardziej w zimie, gdy słońce widać tylko przez okno biura.

Ale im dłużej rozpatrywałem tę opcję, tym więcej miała zalet. Mógłbym w lecie spędzać więcej czasu w lesie, a w zimie w ciepłych krajach. Mógłbym zadbać o swoje odżywianie, gotując zdrowe posiłki, a nie liczyć na Pana Kanapkę czy obiad z pudełka.

Do tematu poszukiwania pracy zdalnej podszedłem dość poważnie. Przeglądałem ogłoszenia.

Nigdy nie rekrutowałem się ani do firmy zagranicznej, ani zdalnej, ani anglojęzycznej. Postanowiłem więc „poćwiczyć” rekrutowanie się w firmach, na których zależy mi mniej.
W pierwszej z nich, zlokalizowanej w Amsterdamie, dotarłem do końca procesu. Dopiero wtedy powiedzieli mi, że tworzą playery (odtwarzacze video) na stronach „dla dorosłych”. Miałem być wydawcą pornosów. Podziękowałem.

Ale moim marzeniem był Automattic. Dlaczego? Bo:

  • Jest to największa firma zatrudniająca zdalnie. W tej chwili jest to 700 osób w 62 krajach,
  • CEO firmy, Matt Mullenweg napisał WordPressa, na którym stoi ten blog. I pewnie każdy blog, który znasz. Łącznie 30% wszystkich stron w internecie używa WordPressa,
  • stoją u nich takie strony jak TechCrunch, blog.ted.com czy blog Tima Ferrissa,
  • 3-4 razy do roku spotykają się na tydzień w fajnych miejscach,
  • nie liczą godzin pracy.

W szczegółach opisałem mój proces rekrutacyjny na moim blogu.
Jeśli zapiszesz się na naszą listę emailową, powiadomię Cię, kiedy będzie po Polsku. Będę się także dzielił poradami, jak szukać pracy zdalnej i jakie kroki musisz podjąć, by znaleźć firmę idealną dla siebie.

Nie wiedziałem tego wtedy, ale urodziłem się, by pracować w tej firmie.
Teraz nie wyobrażam sobie innego życia.

Automattic właśnie przechodził w fazę dużego wzrostu i innowacji. Produkt, nad którym miałem pracować to nowy panel administracyjny dla WordPress.com. Panel, który wykorzystuje 120 000 000 (tak, milionów) użytkowników.
Tutaj położenie przycisku MA znaczenie.

Firma jest niesamowicie egalitarna. Wszyscy powtarzamy, że komunikacja to tlen i faktycznie firma zdalna tym oddycha. Lubię mieć opinie na różne tematy i wyrażam je w pełni, kiedy uznam za stosowne. Już kilka moich pomysłów jest realizowanych i czuję, że mam faktyczny wpływ na proces decyzyjny tak dużej firmy.

Mam wolną rękę jeśli chodzi o produktywność. Bywa, że moje dni pracy mają 16 godzin. Ale dużo więcej jest tych 3-godzinnych w czasie których odwiedzę dziadka, zrobię zakupy i pójdę na spacer.
To, co się liczy to to, czy wykonasz pracę, a nie jak długo siedzisz na tyłku.

Moja narzeczona (która pracuje w tej samej firmie) zarzuca mi czasami, że brak u mnie balansu życie-praca, bo ja faktycznie nie wierzę w coś takiego.
Wierzę natomiast w synergię życie-praca. To, czego się nauczę w pracy, pomaga mi wydać aplikację na telefon. Do podróży służbowych zawsze dolepię kilka dni urlopu i za darmo pozwiedzam fajne miejsca.
W ciągu ostatnich 3 lat byliśmy w Kalifornii, Irlandii, Paryżu, Meksyku, Lizbonie, Teksasie, Nowym Orleanie, Seattle, Kolumbii Brytyjskiej, Danii, Grecji, Granadzie, Tajlandii, Indiach, Londynie, Chicago i Majorce. Nie na dzień czy dwa, ale na dobrych parę tygodni.

Poza tym naprawdę, naprawdę lubię to, co robię.

A czego Ty chcesz?

Może korporacja nie jest dla Ciebie? Może dusisz się w strukturach?
Może bycie freelancerem jest dla Ciebie nie do pomyślenia?
Praca zdalna też nie musi być dla Ciebie. Może lubisz nie myśleć o swoich zadaniach, robić tylko tyle, ile szef Ci kazał i spędzać dni, oglądając koty na youtube. Oraz reset w weekendy.

Ale nie unikaj ciężkich pytań. Upewnij się, że przekonania, które masz o pracy etatowej, pracy zdalnej, czy byciu freelancerem są zgodne z rzeczywistością.
Nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie.

Jeśli chociaż trochę interesuje Cię praca zdalna, zapisz się na naszą listę, a dostaniesz ode mnie praktyczne rady, jak pracować z drogi, gdzie szukać pracy zdalnej i informacje, jak to wygląda w zachodniej firmie. Oskar wyśle Ci specjalnego ebooka, który pomoże Ci przekonać szefa do przejścia na układ zdalny, a Michał nauczy produktywności oraz zarządzania zespołem zdalnym, jeśli jesteś managerem.

A czego ja chcę?

Ja bym chciał, żebyś nie tylko Ty, ale my wszyscy zadali sobie ważne pytanie:

Czy obecny system nowoczesnych fabryk w biurowcach zdaje egzamin?

Ceny mieszkań w Londynie, San Francisco, czy nawet Warszawie osiągają niebotycznie poziomy, bo masa ludzi chce w tych miastach pracować – tam są najlepsze stanowiska. Dojeżdżając do pracy, ci ludzie marnują średnio 2 godziny dziennie, czyli 25% ich czasu wolnego, nie wspominając o emisji spalin. Zamknięci w biurowcach, nie mają możliwości gotować zdrowego jedzenia dla siebie i swojej rodziny i większość musi sobie radzić wybierając to, co łatwiejsze.
Jednocześnie, mniejsze wsie i miasta tracą ludzi o największym kapitale społecznym i płacących najwyższe podatki. Piękne miejscowości nie mają szans utrzymać infrastruktury, a wybrane miasta nie nadążają z pomieszczeniem masy przybyszów.
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby duża część, jeśli nie większość tych osób została w rodzinnych miejscowościach lub przeprowadziła się do miejsc gdzie naprawdę chcą mieszkać, a nie gdzie jest najlepsze stanowisko. Technologia już tu jest.

Chciałbym, abyśmy szczerze podliczyli koszty starego sposobu zatrudniania i, aby zarówno pracownicy, jak i pracodawcy dali szansę modelowi zdalnemu.
Nie wszędzie będzie idealny, ale bądźmy rozsądni i skończmy z archaicznymi wymówkami.

Pomożesz mi?

(5 ocen)