Wciśnij Enter, by zobaczyć wyniki albo Esc, by anulować.

Nie jesteś sam. Historia Zdalnego Ninjy Michała

Będę z Tobą szczery. Kocham pracę zdalną. Ale dojście do etapu, w którym mogę dzięki tej pracy utrzymać swoją rodzinę, zajęło mi sporo czasu. Zaraz po starcie mojej pierwszej firmy byłem bliski zadłużenia na kwotę przekraczającą moje roczne zarobki! Pozwól, że opowiem Ci w skrócie tą historię.

Uważam, że możesz uniknąć moich błędów. Przez większość mojego dorosłego życia zawodowego bardzo brakowało mi kogoś, kto ma odpowiednie przygotowanie biznesowe i pomoże mi w strategicznych momentach. Nikt nie wytłumaczył mi, dlaczego warto prowadzić budżet domowy, czym jest budżet firmy, nie wspominając już o kwestiach związanych z podatkami…

Trochę historii

Przenieśmy się teraz do mojego domu rodzinnego pod Poznaniem i trochę cofnijmy w czasie. Wyobraź sobie, że siedzisz teraz obok mnie. To dla mnie ważny moment. Mam niecałe 15 lat a na kolanach trzymam zeszyt. W pewnym sensie właśnie analizuję swoje życie.

Podejmuję różne decyzję i zastanawiam się, co będę robił w najbliższych miesiącach i latach. Czy widzisz moje przerażenie? To właśnie wtedy postanowiłem bardzo mocno zmienić swój charakter oraz cele życiowe i zacząć żyć trochę inaczej. Przyśpieszmy lekko akcję. Mam teraz 19 lat i po raz kolejny notuje w zeszycie plany na najbliższe tygodnie. Ponownie jestem dosyć mocno zestresowany – właśnie wchodzę w dorosłość! To właśnie wtedy podjąłem też jedną z najważniejszych, niepopularnych i trudnych decyzji. Postanowiłem, że nie pójdę na studia. Nie dlatego, że nie lubiłem się uczyć. Nie dlatego, że miałem słabe oceny. Nie dlatego, że nie było kierunku, który by mnie interesował. Po prostu uznałem, że to całkowicie zmarnowany czas. Zamiast teorii chcę się uczyć praktyki. Nie potrzebuję zewnętrznego autorytetu, który będzie zmuszał mnie do rozwijania moich pasji czy zainteresowań. Jeśli coś szczerze i wewnętrznie mnie kręci – dam radę uczyć się i rozwijać sam. Takie były moje założeni i póki co okazały się całkowicie słuszne.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wielu ludzi, którzy po latach staną się dla mnie wyznacznikami czy benchmarkami, wypowiadało się na ten temat bardzo podobnie. Wtedy pomogła mi jedynie intuicja. Postanowiłem więc, że chcę się intensywnie rozwijać zawodowo.

Ruszyłem więc do pierwszej pracy.

Początkowo, co paradoksalne, planowałem unikać dwóch tematów, w których czułem się najmocniejszy. Podskórnie miałem poczucie, że marketing, reklama i sprzedaż to coś, w czym łatwo osiągnę sukcesy. Ale zamiast tego zacząłem pracować… w hali produkcyjnej. Składałem metalowe szafki medyczne, ciąłem blachę, tworzyłem kątowniki.

Jesteś ciekawy dlaczego?

Powód był prosty. Postanowiłem spróbować każdego rodzaju pracy. Zrozumieć go. Poczuć. Wychodzę z założenia, że wyłącznie w ten sposób czyli poprzez próbowanie nowych rzeczy, mogę wypowiedzieć się czy coś mi się podoba, czy nie. To trochę jak z różnymi smakami. Nie mogę powiedzieć, że nie smakują mi brokuły albo kalmary, bo nigdy ich nie jadłem, a samo wyobrażenie czy przeczucia nie są wystarczające.

To wtedy właśnie moje życie zawodowe nabrało tempa, wróciłem do dorabiania przez internet. Zacząłem bardzo wcześnie bo już w wieku 14 lat zaczynałem pracować przez internet. Dziś z perspektywy czasu wiem, jaki byłem naiwny! Pracowałem dla agencji marketingowych, tworząc dla nich serwisy tzw. zapleczowe, prowadziłem fora. Dostawałem za to drobniaki! Z czasem realizowałem coraz bardziej zaawansowane zlecenia ale traktowałem to bardziej jako kieszonkowe na swoje potrzeby niż sposób na życie. Wylądowałem więc na etacie choć cały czas dorabiałem przez internet.

Ponownie – spróbuj to sobie wyobrazić. Wchodzisz ze mną do przeszklonego budynku. To centrum dużego miasta. Callcenter – 300 osób na jednej sali. Nazywaliśmy to miejsce ulem, ponieważ już z daleka było słychać głośny szum. Boksy w których pracowaliśmy były wyjątkowo małe, mniej więcej szerokości monitora. Pod nogami komputer stacjonarny, który otoczony był z każdej strony ścianką i pianką wygłuszającą. Czujesz to gorąco?

Wyobraź sobie ten hałas. Znosiłem go nawet po 16 godzin dziennie. W dodatku w lato przez wielkie okna, których nie dało się otworzyć, wpadało prażące słońce. Niestety nie było klimatyzacji. Tylko kilka wiatraków. W momencie kiedy się zwalniałem, na głównej sali było ponad 36 stopni (!). Wtedy przyszedł czas na szybkie i dynamiczne zmiany. Najpierw zmiana pracy – zostałem sprzedawcą w małej agencji outdoorowej. Zmiana pracy – sprzedawca usług telekomunikacyjnych. Zmiana pracy – sprzedawca ubezpieczeń. Zmiana pracy – człowiek od wszystkiego, sprzątania, odśnieżania i przycinania trawnika. Zmiana pracy – agencja marketingowa. Zmiana pracy – większa agencja marketingowa. Zmiana pracy – korporacja SEO.  Przez cały czas dorabiałem przez internet. Dorabiałem.

Marcin Iwuć – iskierka nadziei

W międzyczasie poślubiłem wspaniałą kobietę, która jest moją wierną towarzyszką życia. Mniej więcej po 4 latach pracy w bardzo dużej agencji SEO, będąc już managerem kilkuosobowego zespołu sprzedażowego, poczułem, że coraz mocniej się duszę. Mam coraz mniej czasu, ważę coraz więcej, a moje życie zawodowe nie zmierza w żadnym konkretnym kierunku.

Byłem tym gościem, którego czasami spotykasz w pubach. Kraciasta koszula, lekki piwny brzuszek, pewnie niedługo początki łysiny. Z jednej strony dobre zarobki, przyzwoite auto, kto wie, może za chwilę dzieci i wakacje na Krecie. Z drugiej strony nuda.

Zacząłem po raz kolejny robić dodatkowe i coraz większe zlecenia przez internet. Głównie po to, aby oderwać się od monotonii. Wsiąkłem też mocniej w temat finansów osobistych, o których często piszę na moim blogu personalnym. Przeraziło mnie jedno zdanie, chyba u Michała Szafrańskiego, które brzmiało mniej więcej tak:

Czy masz dzisiaj długi? A ile masz oszczędności? Czy przypadkiem od zaciągania pożyczek nie dzieli Cię brak jednej wypłaty?

Uświadomiłem sobie, że nie mam prawie żadnych oszczędności. Ale to nie wszystko. Nie mam też żadnej gwarancji, czy za kilka dni nie zostanę zwolniony. To właśnie w tamtym momencie wkręciłem się w temat finansów osobistych, prowadzenia budżetu domowego. Zawsze miałem nad tym mniej więcej kontrolę, ale teraz przyszedł czas na gruntowne porządki. Po kilku kolejnych miesiącach na blogu Marcina Iwucia (blog Marcina tutaj) pojawiła się oferta pracy, niemal idealnie skrojona pode mnie. Marcin szukał ogarniacza, który wie jak działa marketing, potrafi ogarnąć social media czy w końcu tematy związane z SEO. Mniej więcej w tym samym czasie zacząłem pisać swojego bloga, gdzie dzielę się wiedzą na temat pracy przez internet i uczę drugich, jak zarobić dodatkowe pieniądze każdego miesiąca (bloga znajdziesz tutaj). Przez kilka miesięcy pracowałem równocześnie dla Marcina i na etacie. Wreszcie zgromadziłem środki, które pozwoliły mi bezpiecznie wylądować, porzucając etat. Współpraca z Marcinem niesamowicie dużo mnie nauczyła. Metody zarządzania sobą w czasie, które znałem tylko w teorii – wreszcie miałem okazję praktykować. Jestem mu bardzo wdzięczny za każdy dzień współpracy. 

Okazało się, że szef nie musi być katem. Okazało się, że nie muszę budzić się każdego dnia z bólem brzucha. Okazało się, że praca może być przyjemna. Okazało się, że jestem w stanie znaleźć czas na bieganie, zwyczajne zadbanie o siebie. Później przyszedł czas na założenie firmy. I była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu zawodowym. Choć… po drodze również bardzo bolało.

Ale dlaczego o tym piszę? Jak to dotyczy Ciebie?

Ty, ja i praca zdalna – droga do wolności

Raz przetartym szlakiem dużo łatwiej podążać. To prawda, że mamy zupełnie inne historie, doświadczenia czy możliwości. Mimo to przez ostatnie kilka lat zbieram różne informacje czy przeżycia osób, które zrobiły podobnie jak ja. Porzuciły wygodną posadę i weszły na wyboistą ścieżkę pracy jako freelancer. Ludzi, którzy zarabiają miliony (i mówię tu chociażby o Michale Szafrańskim, którego miałem przyjemność poznać i chwilę z nim współpracować –  jest idealnym przykładem “freelancera”, który zarabia miliony :).

Uważam, że wiele możesz nauczyć się na moich błędach. Kilka miesięcy po otwarciu firmy zaufałem za bardzo mojemu klientowi. Nie chodziło o nic wielkiego – miałem poprowadzić dla niego zespół sprzedażowy przez kilka miesięcy. Już po kilku tygodniach okazało się, że klient zwyczajnie nie ma pieniędzy. W efekcie zaraz na początku mojej firmy musiałem się zapożyczyć, aby spłacić VAT i podatek dochodowy (ciekawostka dla Ciebie – Państwa Polskiego nie interesuje, czy faktura została opłacona, czy tylko wystawiona. Masz obowiązek zapłacić wszystkie podatki – nawet jeśli nie zobaczyłeś ani złotówki na swoim koncie). Od tamtego momentu wszystkie moje usługi, które sprzedaję, są przedpłacone prawie w 100%.

Pierwszy krok – podejmij decyzję!

Czy to była dla mnie wymówka, aby wrócić do pracy etatowej? Oczywiście, przeszło mi to przez myśl. Ale poczucie niesamowitej niezależności, swobody i możliwości zwiększania swoich dochodów właściwie bez ograniczeń jest niesamowita.. Podjąłem decyzję, która zmieniła moje życie.

To nie jest tak, że nie jesteś w stanie tego powtórzyć. Możesz nauczyć się określonych metod pracy, odpowiednio przygotować grunt pod taką zmianę. Wiele zależy od Twoich życiowych celów. Nie każdy ma smykałkę przedsiębiorcy, ale (przynajmniej moim zdaniem) każdy jest w stanie nauczyć się pewnych procedur, które umożliwiają mu samozatrudnienie czy pracę zdalną. Jako zespół Zdalnego Ninjy chcielibyśmy przekazać Ci swoją wiedzę.

Znajdź właściwą sobie ścieżkę w życiu

Jeden z pierwszych problemów, z którymi zetknąłem się na początku swojej działalności to… ogrom możliwości, który przede mną stoi. Przecież mogę robić wszystko! Wymyślać nowe usługi! Potrafiłem robić strony internetowe, szkoliłem z zakresu sprzedaży, czy pomagałem w działaniach marketingowych różnym firmom. Po drodze zebrałem też sprzęt do tworzenia filmów 360.

Najbardziej jednak potrzebowałem odpowiedniej metody, która pozwoli mi w tym wszystkim się nie pogubić.

Nie cierpię w swoim otoczeniu uczucia chaosu. Jeszcze bardziej przeraża mnie uczucie niepewności związanej z przyszłością. Należę do osób, które mają swoją najbliższą przyszłość możliwie uporządkowaną i zaplanowaną.

To właśnie Marcin pokazał mi, jak pracować z metodologią GTD. To właśnie dzięki tej metodzie, mogłem zacząć robić tak wiele różnych, często niepowiązanych ze sobą rzeczy i się nie zgubić. 🙂

Jak działa GTD?

GTD to skrót od angielskiego zwrotu Getting Things Done, czyli dosłownie „doprowadzaj robotę do końca”. Autorem tej metody zarządzania sobą w czasie jest David Allen, który opisał ją w swojej książce o tym tytule. Napiszę na ten temat osobny artykuł w najbliższej przyszłości tutaj na blogu Zdalny Ninja. Teraz chciałbym jedynie przybliżyć Ci tą metodę. W uproszczeniu chodzi o dobre planowanie w kilku perspektywach:

  • dziennej
  • tygodniowej
  • miesięcznej
  • rocznej
  • dwuletniej
  • długoterminowej (w perspektywie całego życia)

Pół-żartem, pół-serio – czasami w GTD więcej się planuje niż robi. 🙂 Ale jak już się robi, to mądrze! Nadrzędny cel to zwolnienie naszego mózgu z przymusu pamiętania o różnych zadaniach. Według Allena podstawą jest właśnie odpowiednia kontrola oraz perspektywa czasowa.

GTD opiera się na kilku głównych elementach podzielonych na poszczególne kroki:

  1. Kolekcjonowanie.
  2. Analiza.
  3. Porządkowanie.
  4. Przegląd.
  5. Realizacja.

Bardzo podoba mi się schemat postępowania z nowymi zadaniami:

Zwróć w szczególności uwagę na zasadę 2 minut. Jeśli wykonanie nowego zadanie zajmie mniej więcej tyle czasu – nie ma sensu go planować. Po prostu je wykonaj. Jeśli chcesz zobaczyć jak u mnie wyglądał taki proces wdrożenia GTD w życie – wpadnij na mojego bloga.

Kim jest Zdalny Ninja?

Całą moją wiedzę na temat prowadzenia firmy, produktywności, czy w końcu zarządzania budżetem domowym czerpałem z internetu. Niestety czasami jest to droga przez mękę. Wiedza dostępna za darmo bywa nieuporządkowana, chaotyczna lub nawet nieprawdziwa albo przestarzała. Stąd zrodził się pomysł na Zdalnego Ninję.

Na świecie kilka milionów ludzi przeszło podobną ścieżkę jak nasz zespół. W Polsce coraz popularniejsza staje się praca zdalna, choć nadal nie jest powszechna. Z drugiej strony odpowiednie narzędzia i technologie są coraz bardziej popularne i wręcz codziennie poprawiane.

Brakuje mi jednak w dalszym ciągu dobrego zarządzania ludźmi. Odpowiednich zasad współpracy, które powodują, że taka praca przedsiębiorcy, freelancera czy w końcu pracownika zdalnego sprawia prawdziwą przyjemność. Sporo firm wciąż osadzonych jest w starych ramach – sztywnych i moim zdaniem wręcz niebezpiecznych – skupionych na ciągłym wydawaniu lracownikom poleceń niczym niewolnikom i brutalnej wręcz windykacji wykonywanych zadań.

A Zdalnym Ninja naprawdę może stać się każdy! Wystarczy odpowiednia doza chęci, wiedzy i czasu. To nie jest łatwa ścieżka – wymaga ciągłego rozwoju i bardzo często porzucania komfortu do jakiego jesteś przyzwyczajony.. Jestem jednak przekonany, że wspólnie z nami możesz na nią wejść i zdobyć szczyt. 🙂

Więcej o projekcie i jego członkach dowiesz się ze strony O Projekcie.

(1 ocen)